czwartek, 3 listopada 2011

Recenzja: "Dopóki mamy twarze" - C.S. Lewis.

Tytuł: "Dopóki mamy twarze".
Seria: Brak kontynuacji .
Autor: C.S. Lewis.
Tłumaczenie: Albert Gorzkowski.
Ilość Stron: 360.
Wydawnictwo: Esprit.

Opis Wydawcy:
Dopóki mamy twarze to niemal nieznane w Polsce arcydzieło C. S. Lewisa, autora Opowieści z Narnii; jego ostatnia powieść, napisana dla dorosłych czytelników.
W starożytnej krainie Glome, gdzie czci się krwawą boginię Ungit, dorastają dwie królewskie córki: piękna i tak brzydka, że zakrywa twarz welonem. Gdy na królestwo spadają plagi i nieszczęścia, świątynia Ungit żąda wyboru krwawej ludzkiej ofiary, która ma odwrócić gniew bogini. Ofiara zostanie złożona tajemniczej Bestii, mieszkającej w cieniu Szarej Góry. Oczy kapłanów Ungit zwracają się na mieszkańców Pałacu.
Dopóki mamy twarze to historia miłości, opowieść o walce między rozumem a pierwotnymi siłami, o prawdzie i fałszu, wierze i złudzeniu. To ostatnie słowo jednego z ojców gatunku fantasy jest niewątpliwie wielką literaturą, a zarazem arcydziełem mistrza wyobraźni, powieścią o sensacyjnej akcji, pełną tajemniczości i grozy, historią przykuwająca od pierwszej do ostatniej strony. Książkę można czytać jako wciągającą opowieść o mieszkańcach barbarzyńskiej krainy leżącej w cieniu Szarej Góry, ale także jako opowiedziany na nowo starożytny mit, wieloznaczną historię, która mówi o człowieku  istocie zależnej od swojej cielesności, mściwej i zazdrosnej, a jednocześnie tęskniącej do doskonałości i piękna. To także opowieść o problemie wiary  o tych, którzy uwierzyli i o wątpiących.


"Sam jesteś odpowiedzią."

Wiatr owiewa bezlitośnie Twoje policzki, pozwala im nabrać pięknego,różowego koloru. Chciałabyś wyglądać tak już zawsze, żyć bez konieczności skrywania twarzy za czarnym jak krucze skrzydła welonem. Boisz się zaryzykować spojrzenie w lustro - nawet krótkie, mogłoby na dobre spędzić i tak już niespokojny sen z Twoich powiek. Bierzesz głęboki oddech i zaczynasz owijać twarz i włosy welonem. Nie chcesz narażać innych na swój widok. Słyszysz wołanie i wybiegasz, prawie upadając z emocji. Czasu jest coraz mniej, liczy się każda sekunda. Każda sekunda ma znaczenie...dopóki mamy twarze.

Któż nie zna, albo przynajmniej nie słyszał o C.S. Lewisie ? Bezsprzecznie zasługuje on  na miano jednego z Ojców gatunku Fantasy, to on w znacznej mierze przyczynił się do jego rozkwitu i zapoczątkował oszałamiającą popularność. Tym samym, od dawna nazywałam go jednym z moich ulubionych Autorów, a to za sprawą słynnego cyklu "Opowieści z Narnii" - prawdziwej, pełnokrwistej kwintesencji fantastyki, pozwalającej uwierzyć w potęgę przyjaźni, dobroci  i lepsze jutro. O jego kolejnej bestsellerowej, acz niezwiązanej z serią powieści "Dopóki mamy twarze" słyszałam bardzo wiele. Wszystko mnie do niej przyciągało, poczynając od pięknej, emanującej zmysłowością okładki, kończąc na porażającym,  niezwykle magnetycznym tytule. Od samego początku wiedziałam, że ta powieść Pana Lewisa również wywróci do góry nogami cały  świat literatury, a jednocześnie stawiałam jej bardzo wysoką poprzeczkę. Teraz mogę z całą mocą powiedzieć, że moje oczekiwania  względem niej, zostały spełnione. Ba ! Dostałam od tej książki o wiele więcej, niż śmiałam żądać.

Niektóre miejsca mają to do siebie, że są równocześnie piękne i niebezpieczne - taka właśnie jest starożytna kraina Glome. Dorastają tu dwie królewskie córki, jedna będąca swego rodzaju niespodzianką dla ojca - piękna Psyche, dziewczynka olśniewająca i porażająca swą urodą, mająca cały świat u swoich stóp i Orual - stworzenie nieciekawe, odpychające i tak szpetne, że  stale skrywa twarz za grubym welonem. Czci się tu krwawą i bezlitosną boginię Ungit ; gdy na krainę spadają okrutne plagi, mieszkańcy postanawiają przebłagać swą boginię i ofiarować jej niezwykle cenny dar. A jest tylko jeden dar, który w pełni by ją obłaskawił.  Dar noszący imię Istra.

Czym jest "Dopóki mamy twarze" ? Historią spłodzoną przez poczytnego pisarza,liczącego na kolejne zera pojawiające się  na koncie ? Opowieścią o królewskim dworze w mitycznej krainie ? Reinterpretacją mitu ? Opowieścią o problemie wiary, zachętą do nawrócenia się na wyznanie "właściwe" ? Czy może po prostu historią o człowieku ? Tak naprawdę, ciężko jest uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Powieść C.S. Lewisa to przede wszystkim niezwykłe stadium natury ludzkiej, historia o mocnym zabarwieniu psychologicznym, skłaniająca do niełatwych refleksji, stawiająca wiele pytań, pozostawiająca bardzo mało odpowiedzi. Portret psychologiczny każdego przeciętnego człowieka, jest tu bardzo wyraźnie i szczegółowo nakreślony. Autor zapuszcza się  w rejony dość niebezpieczne - niebezpieczne, wszak nie każdemu wychodzi tworzenie dzieła z podobnym zamysłem, nastawionym na pogawędki o duszy i naturze ludzkiej. Co gorsza istnieje także ryzyko, że ów nieszczęśnik który na to zadanie się porwie, polegnie już po pierwszych dziesięciu stronach, racząc nas pseudointeligentnym, iście grafomańskim bełkotem, na miarę Paulo Coehlo. Na szczęście, Autor "Dopóki mamy twarze" jest już wprawiony w częstowaniu Czytelników podtekstem filozoficzno- religijnym i pomimo mojej całej niechęci do podobnych zabiegów, muszę przyznać - wyszło mu to nienajgorzej. Nie uświadczymy tu propagowania chrześcijaństwa, jako jedynej mającej znaczenie religii ani fanatycznych przyśpiewek o Bogu, których tak się obawiałam. To raczej historia z delikatną sugestią, bynajmniej nie do zwrócenia się w stronę wiary - raczej zachęta do samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji, które nie zawsze będą słuszne. I wcale nie muszą być.

Narracja pierwszoosobowa, prowadzona z perspektywy Orual była zabiegiem dobrym z czysto technicznego punktu widzenia, jednak nie zachwyciła mnie. Być może miało to coś wspólnego z faktem, że narratorce poskąpiono urody,co rzutowało na całościowy jej odbiór, jako postaci.Jakkolwiek byłoby to płytkie, ograniczone i niewłaściwe - taka jest prawda.  Hołd należy się jednak Autorowi, za doskonałe wcielenie się w postać kobiecą, zrozumienie jej delikatnej natury i psychiki - powiedziałabym nawet, że stanie się nią, na jakiś czas. Swego rodzaju ironią jest fakt, że odniosłam wrażenie iż Lewis przelał w główną bohaterkę sporo  z samego siebie, tak wiele było w książce starć z jego punktem widzenia, osobistych refleksji, odniesień i zarysu ukazującego nam jego światopogląd.

"Dopóki mamy twarze" to znakomity przykład na to, że Czytelnika uwieść można nie tylko świetną fabułą, barwnymi postaciami, czy nawet niespotykanym klimatem. Mnie w tej książce absolutnie oczarowało... okrucieństwo. Nie, wzrok nie płata Wam figli. Momentami szokowało - pamiętam moje oburzenie, gdy na samym początku zamordowano małego chłopca tylko dlatego, że... potknął się,  przyprawiało o istny chaos myśli i uczuć, ma w sobie jednak coś tak wyrafinowanego i intrygującego, że zachwyca. C.S. Lewis niezwykle  umiejętnie gra na nerwach i emocjach Czytelnika,obce są mu zabiegi przedobrzania i ubarwiania wielu elementów na siłę,  doskonale potrafi wyznaczyć granice i zaserwować nam brutalność w idealnie odmierzonej dawce.

Bohaterowie - o, z nimi to miałam ciężki orzech do zgryzienia ! Autor postanowił 'wyszaleć się' w tym aspekcie, wyposażając swe  twory w najrozmaitsze, najdziwniejsze i popadające w największe skrajności cechy .  Niekiedy nie mogłam pozbyć się wrażenia, że są przerysowani, karykaturalni, wprost budzący zażenowanie. Nie przeszkodziło mi to wcale okazać im sympatii, bo niewątpliwie zasługują choćby na jej cień. Cieszy mnie ich poprawna budowa, plastyczność, fakt, że potrafili mnie sobą zainteresować i zaintrygować. Chwali się także ich na wskroś ludzkie, realistyczne i sugestywne zachowania, dylematy z którymi musi się mierzyć każdy z nas . Na pogoń za nieskalanym ciałem i zewnętrznym pięknem jest tu położony bardzo silny nacisk ; mało tego, Autor zrobił to w sposób niezwykle interesujący i uczciwie mogę przyznać, że rzucił nowe światło na bardzo wiele problemów natury egzystencjalnej.

Podobnie jak przy "Opowieściach z Narnii", rada jestem , że Pan Lewis stworzył tak spójną i wielowymiarową historię, osadzoną w niezwykłej rzeczywistości - odbiciu lustrzanym świata w jakim żyjemy. Zadziwia przy tym to jak ją wykreował - zwrócić należy uwagę, na ogrom szczegółów, wydawałoby się drobiazgów mających kolosalne znaczenie dla krainy Glome, precyzję z jaką Autor tworzył każdą drobnostkę - dopiero wtedy można w pełni docenić trud, wysiłek i złożoność jego pracy.

Zarówno podczas czytania, jak i po skończeniu lektury  towarzyszyły mi uczucia bardzo mieszane - przede wszystkim nie sposób było się pozbyć, przytłaczającego uczucia pustki, obezwładnienia. Nie uczucia przynoszącego ulgę i głęboki oddech, a czegoś co przyduszało, podcinało mi skrzydła. Aż do teraz zachodzę w głowę, co spowodowało taki stan rzeczy i odpowiedź wciąż jest mi nieznana. Cała historia była dla mnie spowita mgłą, był na nią rzucony jakiś przedziwny, lecz przyciągający urok.

Nie wybaczyłabym sobie, gdyby ktokolwiek odniósł wrażenie, że powieść mi się nie podobała - podobała i to bardzo, ba ! Rzekłabym nawet, że zachwyciła mnie w naprawdę  wielu aspektach i rości sobie prawo do miana nietuzinkowej. Ma w sobie jednak coś tak dziwnego, co przyciąga a zarazem odpycha, że obiektywny jej osąd był wprost niemożliwy. "Dopóki mamy twarze" jest piękną, magiczną i pochłaniającą historią, zostawiającą w nas ślad na zawsze i nie pozwalającą o sobie zapomnieć. Historią o potędze miłości, lojalności, a także naszych skłonności do poświęceń. Czy w imię siostrzanej miłości, bylibyśmy w stanie wyrzec się tego co najcenniejsze ?  Dla każdego przybiera inną postać, każdy odbiera ją w zupełnie inny sposób. I myślę, że w dużej mierze na tym polega jej wspaniały urok.

Końcowa Ocena: 4/6. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Esprit , za co serdecznie dziękuję. 
***
Pamiętajcie - konkurs ! :) TUTAJ - Zachęcam do zgłaszania się ; do wygrania są dwa egzemplarze "Kuszącego Zła", zgłaszać się można do 12 listopada. :) Ja tymczasem przygotowuję stosiki,do których zbieram się od paru ładnych dni i życzę miłego wieczoru ! 

wtorek, 1 listopada 2011

Recenzja: "Klaudyna odchodzi" - Sidonie Gabrielle Colette.

Tytuł:"Klaudyna odchodzi".
Seria: "Seria z Miotłą" ( Tom IV).
Autor: Sidonie Gabrielle Colette.
Tłumaczenie: Krystyna Dolatowska .
Ilość Stron: 184.
Wydawnictwo: W.A.B.

Opis Wydawcy:
"Mąż nie powinien opuszczać żony, kiedy to jest taki mąż i taka żona" - napisze Annie pierwszego dnia po wyjeździe ukochanego Alaina. Roztropny małżonek zostawił jej szczegółowy rozkład zajęć: co zlecić służbie, jaką garderobę sobie sprawić, kogo odwiedzić, a kogo raczej unikać. Do tej ostatniej kategorii zaliczył Renauda i Klaudynę. Wakacje w pachnącym siarką i kwitnącymi drzewami pomarańczowymi Arrie`ge, na które wyjeżdża całe towarzystwo, będą dla Annie przełomowe. 

"Wolność...czy to wielki ciężar, Klaudynko?"


Dotykasz chłodnej tafli lustra, nie wierząc, że widzisz w nim siebie. Odbicie nie przypomina Ciebie,  jaką znasz w najmniejszym nawet stopniu. Masz na sobie szykowną suknię ze stanem obszytym kwiatami. Gdy się obracasz,wiruje na Tobie tak, że czujesz się jak prawdziwa księżniczka. Z dołu dobiegają Cię radosne śmiechy i pokrzykiwania. Ukradkiem wychylasz się przez balustradę i widzisz swoje przyjaciółki, rozchichotane i czarujące jak zawsze, jednak Twoją uwagę przykuwa Klaudyna. Podchwytuje Twoje spojrzenie znad wachlarza czarnych rzęs, jej miodowe oczy wpatrują się w Ciebie z uwagą. Widzisz jej serdeczny, niemalże eteryczny uśmiech i zachętę, ukrytą gdzieś pod powiekami. Zachętę, by całkowicie odmienić swoje życie. 


"Klaudyna odchodzi" jest pierwszą książką z imponującego dorobku, jednej z najsłynniejszych pisarek francuskich, Sidonie Gabrielle Colette, z jaką miałam sposobność się zapoznać. I choć Klaudyna w tej powieści odchodzi, dla mnie dopiero się pojawiła, moja przygoda z tą niezwykłą bohaterką zaczęła się dopiero teraz. Cykl o Klaudynie jest kolejnym dziełem klasycznym, którego poznanie jest wręcz obowiązkowe, a ja ponownie obowiązku tego nie wypełniłam - niebiosom dzięki, szansa na nadrobienie braków wciąż istnieje. Po lekturze takich książek  zawsze mam wrażenie, że marnuję swój czas, którego przecież jest tak mało, na wyszukiwanie nowych paranormalnych i dystopijnych pozycji na rynku literackim. Że gonię za ideałem książkowym, że szukam czegoś nietuzinkowego wśród morza literackiego bełkotu. A tak naprawdę, najlepsze i najcudowniejsze pozycje mam tuż obok. 


Choć cała seria, zasadniczo odnosi się do Klaudny, w tym ostatnim i podsumowującym tomie, poznajemy bliższej postać Annie - młodej mężatki, tymczasem obraz Klaudyny zaczyna się powoli oddalać. Bardzo żałuję, że nie mam za sobą części wcześniejszych ; przez to być może,  mój odbiór powieści jest inny, nie taki jak powinien być, ale w każdym calu entuzjastyczny. Mąż głównej bohaterki wyrusza w daleką podróż, zostawiwszy jej nader szczegółowy plan zajęć, obowiązków które winna wypełnić, a przede wszystkim listę osób których towarzystwa unikać należy. Na czołowym miejscu tejże, znalazła się oczywiście skandaliczna , będąca na językach całej francuskiej śmietanki towarzyskiej, para - Renaud i niezmiennie wspaniała Klaudyna. Annie postanawia prowadzić dziennik nieobecności ukochanego, który pod wpływem znajomości z Klaudyną staje się zapisem buntu przeciw sztywnym zasadom etykiety, a przede wszystkim przeciw wpływowi  Alana. Czy jej oschły, wymagający i surowy mąż jest rzeczywiście mężczyzną na którego czekała całe życie ? Czy tak naprawdę go potrzebuje ? Czy w ogóle jest  jeszcze zdolna do myślenia samodzielnie ? 


"Klaudyna odchodzi" to powieść nietuzinkowa, wymykająca się sztywnym ramom gatunkowym, zawdzięczająca bezpruderyjności, erotycznej subtelnej otoczce i niezwykłemu klimatowi Paryża z przełomu XIX i XX wieku, miano jednego z najbardziej szokujących i kontrowersyjnych dzieł literatury francuskiej. Dzieło Pani Colette bezsprzecznie przełamuje wszelakie granice, co dzisiaj - trzeba przyznać - nie szokuje już tak bardzo, jak w czasach gdy owa książka była publikowana. Na tamte czasy była ona uważana za mocno erotyczną, budzącą grozę wśród głoszących ody do  przyzwoitości dam francuskich, ale i po mistrzowsku wykonaną, ukazującą nam nasze zahamowania i obawy w krzywym zwierciadle, historię. Narratorką powieści jest jej główna bohaterka, Annie - muszę przyznać, że w narracji z jej perspektywy Autorka sprawdziła się znakomicie. Wbrew pozorom, choć fabuła i koncepcja książki skupiona jest na tej dziewczynie, mamy również wgląd  w innych bohaterów, również Klaudynę, od której ta historia się zaczęła i na której się zakończy. Colette wspaniale nakreśliła sylwetki psychologiczne bohaterów, ukazała ich mentalność, wahania i troski z jakimi musiała się mierzyć każda przeciętna paryżanka z tamtego okresu - to rości prawo, do nazywania jej książki powieścią psychologiczną, lecz także genialną historią obyczajową. Akcja nie pędzi tutaj w prawdziwie szalonym tempie ; pomimo tego, nie nudzi nawet przez chwilę. Codzienne życie postaci które powołała do życia Colette, było fascynujące, choć przecież zupełnie normalne, nawet trochę przeciętne. Sama Klaudyna oczarowała mnie bez reszty, swoją dziecięcą przenikliwością, radością życia, nutą szaleństwa tkwiącą w niej od zawsze. Jej infantylność tworzyła wybuchową mieszankę ze względnym spokojem i opanowaniem - Klaudyna to postać wielowymiarowa, wzbudzająca skrajne emocje i roztaczająca wokół siebie nad wyraz osobliwą aurę. 


Uwiódł mnie tutaj czar i klimat Paryża, paryskiej śmietanki towarzyskiej, atmosfera skandali, karcących spojrzeń i głośny stukot kieliszków na elitarnych przyjęciach. Tego niesamowicie uwodzącego klimatu i atmosfery nie da się oddać słowami, można za to poczuć go na własnej skórze, czytając dzieło Pani Colette. Stworzyła ona wiarygodny i sugestywny obraz Paryża z tamtego czasu, pozwoliła nam także wejrzeć w mentalność ówczesnych ludzi, ich priorytety, obawy, systemy wartości. Colette wykreowała tak wiarygodny świat, że spędzając czas wraz z bohaterami na kartach jej powieści, miałam wrażenie, że słyszę głośny śmiech, szepty, czuję słodkawy zapach tytoniu, a wiatr owiewa i pozwala się zaróżowić moim policzkom. Po prostu magia, w najprawdziwszej postaci. 


"Klaudyna odchodzi" to także opowieść o miłości,  poszukiwaniu własnej tożsamości i dążeniu do bycia  niezależną. Annie przechodzi trudną i burzliwą drogę, od całkowitego poddania się małżonkowi, aż do stania się silną, świadomą siebie, decydującą o własnym losie kobietą. Wspierają ją w tym przyjaciółki, kobiety budzące wśród bywalców paryskich salonów, największe zgorszenie -  Marta, jej szwagierka i Klaudyna,wraz ze swym wybrankiem. 


Zgrzeszyłabym, gdybym nie wspomniała o języku tej powieści - pięknym, plastycznym, malującym niezwykłe i sugestywne obrazy. Dzieła klasyczne mają to do siebie, że ich Autorzy posługują się kwiecistym stylem, bynajmniej nie celowo - w czasach gdy pisali tę książkę, język taki był w użyciu. Mam właśnie okazję czytać pozycję o czasach wiktoriańskich, tworzoną we współczesności, toteż mam porównanie między stylami obydwu pisarek. Ten w "Klaudynie..." jest na wskroś naturalny, niewymuszony i niestylizowany na poprzednią epokę. Mało tego, jest to język wprost przepiękny i doszczętnie uwodzący Czytelnika. 


Cieszy mnie fakt, że "Klaudyna odchodzi" była poniekąd odrębną, odcinającą się od poprzednich części historią. Nie uświadczyłam tutaj zagubienia,  uczucia poplątania, dociekania kto jest kim i kto jaką odgrywa rolę. Zamiast tego, mogłam w spokoju rozkoszować się urokiem i magnetyzmem  powieści, a ponadto planować zapoznanie się z wcześniejszymi przygodami Klaudyny. 


Wraz z przewróceniem ostatniej kartki, wybuchnęłam nieprzystojnie głośnym płaczem, a łzy gościły na moich policzkach jeszcze dobre kilkanaście minut. Do teraz  zachodzę w głowę, czego było to zasługą. Może wzruszającego, przyprawiającego o zawrót głowy zakończenia, a może świadomości, że... Klaudyna odchodzi. 


"Klaudyna odchodzi" to piękna, ciepła, zabawna, frywolna i zmysłowa historia , zachwycająca paryskim klimatem, nietuzinkowymi bohaterami i pięknym, kwiecistym stylem. To historia do której się wraca i której nie sposób wyrzucić z pamięci. Historia po której zakończeniu, marzymy by przenieść się do Paryża z przełomu wieków i doświadczyć na własnej skórze tego, co bohaterki "Klaudyny...".


Końcowa Ocena: 6/6.


Książkę otrzymałam od Portalu Sztukater - serdecznie dziękuję, za tak wspaniałą lekturę ! 


***
Kochani, przypominam o konkursie z "Kuszącym Złem" TUTAJ. Zachęcam do zgłaszania się - macie czas jeszcze do 12 listopada. ;) 

piątek, 28 października 2011

Konkurs z "Kuszącym Złem" !

Długo zwlekałam z tym konkursem, bo i czasu nie było... początkowo miał być to konkurs z inną książką, ale wyszło jak wyszło i był to szczęśliwy przypadek, bo myślę, że nagrody są znacznie ciekawsze niż były przewidziane. Jest to mój pierwszy blogowy konkurs (z pewnością nie ostatni) i byłoby mi szalenie miło, gdyby jak najwięcej osób wzięło w nim udział. ;) Przyznaję, że mam sporo obaw co do frekwencji - w końcu większa część blogerów ma możliwość otrzymania tej książki i wtedy udział w konkursie z nią, pozbawiony jest sensu. Mam jednak ogromną nadzieję, że moje wątpliwości zostaną rozwiane. ;)

Do wygrania są aż dwa egzemplarze powyższej  książki - "Kuszące Zło" autorstwa Keri Arthur, III tom cyklu "Zew Nocy". Nagrody ufundował Instytut Wydawniczy Erica, za co bardzo serdecznie dziękuję!

Zasady:


1. Konkurs trwa od dnia dzisiejszego, to jest 28 października, aż do 12 listopada. Chciałam by czas zgłaszania się był jak najdłuższy, stąd też dwa tygodnie. ;) Losowanie natomiast, odbędzie się dzień po zakończeniu, czyli 13 listopada.
2. Zgłoszenia przyjmuję w komentarzach, TYLKO pod tym wpisem. Zgłoszenia w innych miejscach niestety nie będą brane pod uwagę.Osoby anonimowe brać udział mogą, życzyłabym sobie jednak by wtedy pozostawić nick i adres mailowy.
3. Konkurs polega na losowaniu - wystarczy po prostu wyrazić w komentarzu chęć otrzymania książki. Wystarczy krótko i zwięźle, chociaż dłuższe wypowiedzi również są mile widziane. ;)
4. Do wygrania są dwa egzemplarze książki - toteż wylosuję dwie osoby, które je otrzymają.

Chyba wszystko jest jasne. ;) Życzę Wam powodzenia i wracam do robienia zdjęć stosiku i lektury... dziewięciu książek na raz. Żałuję, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny. ;)

Miłego Wieczoru !

czwartek, 27 października 2011

Recenzja: "Godzina Próby" - Miroslav Sehnal & Bretislav Uhlar.

Tytuł: "Godzina Próby".
Seria: Zamknięta całość - nie ma planów kontynuacji .
Autor: Miroslav Sehnal & Bretislav Uhlar.
Tłumaczenie: Jan Stachowski .
Ilość Stron: 157.
Wydawnictwo: Good Books.

Opis Wydawcy:
Podtytuł książki - Opowieści o genach i hormonach w sześciu odsłonach - zdradza, że autorzy skupili się na dwóch delikatnych tematach: miłości oraz stosunków partnerskich. Poszczególne rozdziały łączy wspólny wątek z umiejętnie podsycanym napięciem. Tworzą one czytelniczo atrakcyjną nowelę pełną zwrotów, absurdalnych sytuacji, mistyfikacji oraz ironicznej hiperboli. Gdy już myślimy, że arsenał zaskakujących pomysłów uległ wyczerpaniu, następuje niesamowity finał...

"Wykastrujcie, zgładźcie, ciało spalcie ! "


Masz pięćdziesiąt lat na karku. W miarę uporządkowaną codzienność  - wciąż darzysz gorącym uczuciem swoją byłą żonę, ponadto masz z nią dziecko, którego nawet nie miałeś okazji poznać, a jednym wspomnieniem dawnego życia jest pies - hałaśliwy i wszechobecny, ale najwspanialszy na świecie. Twoim jedynym zmartwieniem jest nocna  olucja... o, przepraszam. Polucja, tak się ta przypadłość nazywa i tylko ona spędza Ci sen z powiek. Aż pewnego dnia, spotykasz kogoś kto burzy Twój dotychczasowy spokój i cały świat przewraca do góry nogami. Spotykasz piękną, czarującą kobietę - warto nadmienić, że młodszą od Ciebie o co najmniej trzydzieści lat. I za tydzień będziesz już w drodze do ołtarza. A przynajmniej tak Ci się wydaje. 


Na rynku królują powieści Autorów amerykańskich - niezależnie od tematyki, zawsze ich publikacji  pojawiało się  w świecie wydawniczym najwięcej. Nieco mniejszą grupę stanowią Autorzy niemieccy. O ile zapoznałam się z twórczością obu tych czołowych grup, o tyle  pozycje  czeskich pisarzy zupełnie mnie obeszły. A nazwiska takie jak Miroslav Sehnal i Bretislav Uhlar nie mówiły mi absolutnie nic. O tym, że jest taka książka jak "Godzina Próby" i to oni są jej Autorami, dowiedziałam się dopiero niedawno, zupełnie przypadkiem.  I to naprawdę wspaniały przykład,  szczęśliwego zrządzenia losu. 


Na litość boską, przeczytałam caluteńką powieść, jak to się mówi, od deski do deski, a wciąż nie wiem jak ma na imię główny bohater ! Istnieje oczywiście opcja, że nie był to celowy zabieg jej twórców, a moje oczywiste niedopatrzenie, nieuwaga i straszne czytelnicze faux pas. Autorzy wyposażyli głównego bohatera w całą masę różnych, niekiedy dziwnych przydomków i tak też się do niego każdy w "Godzinie Próby" zwracał, a biedni Czytelnicy zachodzili w głowę, o kim mowa... 


"Godzina Próby"  to krótka, nieskłaniająca do refleksji, niezmuszająca do myślenia, lekka i niezwykle sympatyczna lektura, którą bez wątpienia można określić mianem nietuzinkowej. I co dziwne, jestem przekonana, że w mojej pamięci zostanie na długo - dawno nie miałam okazji czytać książki tak lekkiej, niezobowiązującej i przyjemnej i dawno nie bawiłam się przy niczym tak dobrze, jak przy tej noweli. Narracja z punktu widzenia głównego bohatera, to zdecydowanie jedna z mocniejszych stron  książki - naprawdę dobrze poprowadzona, pozwala nam na pełny wgląd w emocje i uczucia Ojczulka, natomiast postać Anel, została owiana tajemnicą, która nie rozwiąże się aż do zaskakującego finału. Akcją jestem absolutnie zauroczona, albowiem ta mknie z prawdziwą prędkością światła. Zachowana jest do tego niezwykła spójność i co ważne - książka jest dziełem dwóch Autorów, a jest to dla nas zupełnie nieodczuwalne. Gdyby zabrakło stosownej informacji na okładce,prawdopodobnie nawet byśmy się nie zorientowali ; ich style nie gryzą się, a wręcz przeciwnie - dobrze uzupełniają i tworzą bardzo zgrabną i ciekawą całość.  

Bohaterowie to postaci jednoznaczne, takie do których stosunek raczej łatwo jest określić. Z pewnością wzbudzają skrajne emocje, czy to uwielbienie, czy nienawiść. Momentami można je uznać za przerysowane, absurdalne i groteskowe, co zresztą będzie miało w sobie wiele z prawdy. Przerysowane i karykaturalne są niewątpliwie, a ich zachowania - rzadko kiedy logiczne - wpadają w prawdziwe skrajności. Głównego bohatera uważam za postać na wskroś sympatyczną, może nawet zabawną. Jego przemyślenia i życiowe perypetie, potrafiły ubawić do łez, ale niestety również zirytować i zniesmaczyć. Czołowa żeńska postać - Anel, zjawiająca się w życiu Tatuśka nie wiadomo skąd, wzbudziła we mnie szczerą nienawiść i przez sam wzgląd na nią, miałam ochotę tę książkę spalić. Jej histerie, zmienne nastroje i całkowicie irracjonalne zachowania naprawdę dawały w kość, nie tylko jej towarzyszowi, ale przede wszystkim nam, Czytelnikom. 


Rzeczą która mnie zupełnie zauroczyła w tej książce, jest specyficzny czarny humor, towarzyszący nam niemalże na każdej stronie. Niejednokrotnie rozbawiał mnie do łez, a przesycone sarkazmem dialogi między bohaterami, przyprawiały o szeroki uśmiech. 


"Godzina Próby" jest  ciekawą, zabawną i przemyślaną historią o genach, hormonach i o tym, co są w stanie zrobić z naszym życiem. Historią wartką, czarującą i wręcz zachwycającą niespotykanym i niespodziewanym finałem. Nawet jeśli nie wniesie do naszego życia niczego niezwykłego, ani nie przyprawi o zawrót głowy, to z pewnością warto się z nią zapoznać. Tak komicznej i absurdalnej opowieści, pominąć nie można ! 


Końcowa Ocena: 4/6. 


Książkę otrzymałam od Portalu Sztukater,za co serdecznie dziękuję.

poniedziałek, 24 października 2011

Recenzja: "Portret Doriana Gray'a " - Oscar Wilde.

Tytuł: "Portret Doriana Gray'a".
Seria: Brak kontynuacji .
Autor: Oscar Wilde.
Tłumaczenie: Maria Feldmanowa .
Ilość Stron: 303.
Wydawnictwo: W.A.B.

Opis Wydawcy:
Dorian Gray jest pięknym mężczyzną. Zafascynowany jego doskonałością fizyczną malarz Basil Hallward postanawia uwiecznić go na obrazie.
Podczas prezentacji portretu, Gray wpada w rozpacz - przeraża go to, że w przeciwieństwie do postaci z obrazu - on swą urodę kiedyś utraci. Wypowiada więc życzenie: chciałby być wiecznie młody, nawet za cenę własnej duszy.

Mijają lata, a Dorian się nie starzeje. Staje się tylko bardziej okrutny, rozwiązły, przestaje odróżniać dobro od zła. Pewnego dnia, znużony dotychczasowym życiem - postanawia zniszczyć portret...
Odwieczne pytania o nieśmiertelność, o dobro i zło, genialny obraz środowiska arystokracji angielskiej, ale przede wszystkim niezwykłe studium natury ludzkiej - to sto wszystko razem decyduje o wyjątkowości tej jedynej powieści, jaką napisał Wilde.




"Każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło."


Co ma dla Was największą wartość na świecie ? Dla jednych najcenniejsze będzie zdrowie, bliscy ludzie wokół nich, dla innych wartością niewymierną będą nieprzebrane zasoby pieniężne i ekskluzywna posiadłość w bogatej dzielnicy. Są jednak tacy, którzy myślą z niepokojem o przyszłych latach, którzy drżą na myśl o każdym kolejnym dniu...bo każdy kolejny  dzień,  przybliża ich do nieuniknionego końca. Nie chcą twarzy pooranej bruzdami, przypruszonych siwizną włosów, spowolnionych reakcji, aż wreszcie stania się niemalże całkowicie zależną od innych rośliną. Dla pewnego wysoko postawionego młodzieńca, nic innego się nie liczyło. Zapraszam więc do pełnego świateł i cieni XIX - wiecznego Londynu, gdzie wystawne , godne zazdrości życie to jedynie ułuda, a młodość okazuje się być jedyną liczącą się wartością... przynajmniej dla Doriana Gray'a. 


Oscara Wilde'a miałam okazję niedawno poznać i niczego tak nie żałowałam, jak tego, że sięgnęłam po jego twórczość dopiero teraz i nie zasmakowałam jej nigdy wcześniej. Myślę, że tego twórcy nikomu przedstawiać nie trzeba, bo istnym grzechem byłoby go nie znać i myślę, że nikt z zapalonych Czytelników podobnego przewinienia by nie popełnił. "Portret Doriana Gray'a" to dzieło prawdziwie klasyczne, chyba najbardziej reprezentatywna pozycja z całego dorobku Oscara Wilde'a. Również najbardziej osobista i najbardziej przedstawiająca światopogląd Autora, jego zamiłowanie do prostoty sztuki i jej piękna - modernistyczny estetyzm, który mnie osobiście bardzo się z Wilde'm kojarzy, ilekroć o nim usłyszę. Jego książka ma swoje miejsce na półce z dziełami klasycznymi, wśród najznamienitszych Autorów takich powieści - teraz historia o  Dorianie Gray'u zapisała sobie także wyjątkowe miejsce w moim sercu i jestem pewna, że nigdy jej  z niego nie wyrzucę - wymazanie takiej powieści z pamięci, byłoby wręcz niewykonalne. 


"Grzech jest jedyną barwną rzeczą, jaka jeszcze pozostała dzisiejszemu życiu. " 


Introwertyczny, obdarzony niezwykłym talentem malarz, Basil Hallward, poznaje młodego panicza Gray'a - przepięknego chłopca, o lśniących złotych włosach, mogącego się poszczycić iście  posągową urodą. Mężczyzna, w wyrazie swej fascynacji chłopcem, proponuje mu namalowanie jego portretu - tak wspaniałego obrazu miał nie stworzyć jeszcze nikt, ponadto miało być to dzieło naturalnego wymiaru. Już stojąc przed cudownym płótnem, Dorian wypowiada lekkomyślne życzenie. Chcę na zawsze pozostać tak młodym, niewinnym i urodziwym jak teraz. A życzenia mają to do siebie, że niestety się spełniają  - w najmniej odpowiedni dla nas sposób. 


Jeżeli istnieje na świecie powieść, która w całej swojej istocie może być genialna i w której niemożliwością jest odnalezienie najmniejszego choćby  uchybienia - jak zresztą mogłoby tak być, skoro ich tam po prostu nie ma ? - to jest nią właśnie "Portret Doriana Gray'a" ; fascynująca, niesamowicie klimatyczna, wielowymiarowa i zdecydowanie ponadczasowa historia, nazywana ponadto autobiografią samego Oscara Wilde'a który przelał na papier całą swoją duszę i ożywił stworzone przez siebie postaci. Powieść ta , to bardzo wyraziste i zdecydowanie nietuzinkowe dzieło - tworzone w minionych, naprawdę odległych latach, a jednak w dalszym ciągu zachwycająca kolejne pokolenia. Historia opisana w książce, tak naprawdę jest bardzo prosta, może nawet trochę banalna - z pewnością nie jest to na tyle  oryginalny pomysł, by rozpływać się z zachwytu  nad nim. Kluczem jest wykonanie - niesamowite, mistrzowskie pióro Wilde'a, jego kreacja postaci i utworzenie niezapomnianego, wiktoriańskiego klimatu czynią te książkę tak genialną. Co więcej, to już drugie dzieło Wilde'a w którym zauważam tego rodzaju schemat i przyznam, że jestem nim zachwycona i coraz bardziej pełna podziwu dla Autora, który prosty, niezłożony pomysł potrafił przemienić w tak niezwykłą historię. 


"Bo dwa tylko istnieją rodzaje ludzi czarujących: ci, co wiedzą wszystko, i ci, co nie wiedzą nic."


"Portret Doriana Gray'a " aż kipi od natłoku ciekawych  i intrygujących sentencji - niektórych szczególnie pięknych i wręcz proszących o to, by cytować je godzinami. Powieść ta, jest według mnie najbardziej osobistym dziełem Wilde'a w które przelał bardzo wiele siebie. Na każdej kartce odnajdujemy duszę pisarza i to najprawdziwsza magia. Również światopogląd Autora jest tu mocno zarysowany - niektóre postaci wyposażył w bardzo wiele własnych cech, z niektórych utworzył nawet swoje alter ego. Wilde nawołuje do swojej koncepcji piękna i sztuki, a moralność uważa jedynie za przesąd i obłudę - trzeba przyznać, że w jego dość kontrowersyjnych poglądach jest bardzo wiele prawdy. 


Książka wprost poraża swoim magnetyzmem, niepowtarzalnym i oczarowującym bez reszty urokiem Londynu, za czasów panowania Królowej Wiktorii. Autor prezentuje nam istną plejadę  charakterów, obnaża fałsz i zakłamanie tamtejszych ludzi, zarysowuje i ukazje nam fascynujące portrety psychologiczne, niemniej urzekających bohaterów. XIX wiek był okresem z niezwykłym wprost klimatem, którego współczesnym pisarzom niestety nie udaje się oddać na kartach swych powieści - Wilde zrobił to idealnie, także dlatego, że język jakim się posługiwał nie był stylizowany na poprzednią epokę - wówczas tak po prostu mówiono i w takich czasach żył on sam. Język jest niezwykle kwiecisty, barwny i plastyczny, powiedziałabym także, że odrobinę poetycki - nie jest to w żadnym wypadku wada, wręcz przeciwnie. Początkowo, podobnie jak przy "Telenym" wysunięcie się z ram wieku XXI było trudne i ciężkie było przystosowanie


"Istnieją grzechy, których urok tkwi raczej w myśli o nich niż w samym czynie [...]."


Bohaterowie,  to zdecydowanie najmocniejsza, najwspanialsza strona i kwintesencja uroku tej powieści. Zdecydowanie nie można ich darzyć sympatią, czy nienawiścią - są zbyt niejednoznaczni i pogmatwani, by można było określić jakie właściwie  uczucia do nich żywimy. Tytułowy Dorian Gray, to postać bez wątpienia nietuzinkowa, z wieloma skazami na charakterze, cechująca się zamiłowaniem do hulańczego trybu życia, ale przede wszystkim osoba niezwykle na wpływy podatna - w tym przypadku autorytetem, który umysł chłopca wypełnił własnymi poglądami, był Lord Henryk  Wotton. Rzeczywiście, niezwykle osobliwa postać - ironiczny, niekiedy złośliwy, inteligentny, obdarzony nie tylko ciętym językiem, ale także niezwykłą charyzmą i darem przekonywania. To właśnie on, karmi młodego Gray'a pięknymi frazesami o największym darze, jakim jest młodość i wzbudza w chłopcu uwielbienie dla siebie samego i swojego młodego, nieskalanego ciała. Sam Dorian jest bohaterem niezwykle intrygującym i niezwykle niejednoznacznym. Postać z założenia negatywna, ale czy naprawdę zasługuje na potępienie ? Czy chęć posiadania wiecznie młodego ciała jest grzechem, skoro pragniemy tego wszyscy ?  Wotton to swoiste alter ego samego Oscara Wilde'a - podczas lektury warto zwrócić uwagę  na bardzo wiele szczegółów, łączących Autora z wykreowanym przez niego bohaterem. Momentami, miałam wrażenie, że Wilde wręcz mówił ustami Lorda Henryka, przez niego przekazywał swoje poglądy, wartości, oddając cząstkę samego siebie w ręce Czytelnika. Postaci mają wprost wspaniałe portrety psychologiczne, które są bardzo wyraźnie nakreślone. Pozwala to odbiorcy na dogłębną ich analizę i co tu kryć - "Portret Doriana Gray'a " nie jest tylko przyjemnym, niezobowiązującym kawałkiem literatury - wręcz przeciwnie. On właśnie zobowiązuje i zmusza nas do myślenia i refleksji, niebiosom dzięki, nie w fałszywie umoralniający sposób, którego  tak nienawidzę. Historia o młodym Dorianie Gray'u zmusza do chwili zastanowienia  nad naturą ludzką i moralnością, a przede wszystkim nad tym, czy za niektóre rzeczy naprawdę warto zapłacić najwyższą cenę. 


"Naturalność nie jest niczym innym jak pozą, i to pozą najbardziej drażniącą ze wszystkich, jakie znam."


Nigdy, nie wyłączając słynnego "Telenego" którego wszem i wobec wielbię, naprawdę nigdy, nie rozpaczałam i nie zanosiłam się łkaniem tak głośnym przy żadnej książce, jak przy dziełach Oscara Wilde'a. Powieści tworzone w czasach, o których wiele z nas już zapomniało, potrafiły poruszyć moje serce, wywołać cień uśmiechu, dreszcz lęku i niekontrolowane napady histerii. Autor już od pierwszej strony uwodzi, czaruje słowem i również to sprawia, że odbiór "Portretu..."  jest tak emocjonalny. 


"Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej."


"Portret Doriana Gray'a"  to wyłamująca się ze schematów, piękna, pełna namiętności, ponadczasowa historia , z niezwykłym niemalże nie do opisania klimatem, fascynującymi bohaterami i niesamowitą magią płynącą wprost z jej stron. To historia do której się wraca i której nie sposób wyrzucić z pamięci. Historia dająca wiele do myślenia, szokująca, kontrowersyjna i mroczna, ale jednocześnie pełna uroku i intrygująca.  Na zakończenie,  moja mała rada : nigdy, przenigdy nie wypowiadajcie najprostszych nawet życzeń, stojąc przed portretami. Bo możecie zostać wysłuchani... 


Końcowa Ocena: 6/6 !


Książkę czytałam w ramach projektu 'Rozmawiajmy' .


***
Trochę mojego gadania. Przede wszystkim i mogę to już oficjalnie oświadczyć :D - będzie ten nieszczęsny konkurs, w podziękowaniu Wam, za przekroczone 10 000 wejść. ;) Niestety nie będzie to "Anioł" o którym mówiłam wcześniej, ale mogę zapewnić, że będzie to coś równie interesującego i nowego na naszym rynku wydawniczym. ;) Póki co, trzeba się tylko uporać ze stosem książek do recenzji - tak więc, konkurs postaram się ogłosić na dniach, najpóźniej w najbliższy weekend - może wtedy będę mogła trochę odetchnąć. Życzę miłego wieczoru, tymczasem ja wracam do lektury...

piątek, 21 października 2011

Recenzja: "Pretty Little Liars. Kłamczuchy" - Sara Shepard.

Tytuł: "Pretty Little Liars.Kłamczuchy".
Seria: "Pretty Little Liars" (Tom I).
Autor: Sara Shepard.
Tłumaczenie: Mateusz Borowski .
Ilość Stron: 280.
Wydawnictwo: Otwarte.

Opis Wydawcy:
Sierpień 2011 - Alison, szkolna gwiazda, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok później jej przyjaciółki: Emily, Aria, Spencer i Hanna, zaczynają otrzymywać niepokojące SMS-y. Ktoś zna sekrety, które chciały pogrzebać wraz z pamięcią o Ali. Jak wiele dziewczyny są w stanie poświęcić, by prawda nie wyszła na jaw ?

"Wciąż tu jestem. I wiem o wszystkim. "


"Życie jest takie ciekawe,kiedy wie się wszystko. "


Z zamyślenia wyrywa Cię dźwięk nadchodzącego SMS -a. Krótka, złowieszczo radosna melodia, tym razem nie zwiastuje miłych chwil spędzonych na pisaniu z najlepszą przyjaciółką. Teraz SMS niechybnie zwiastuje kłopoty. I jego treść wcale nie będzie przyjemna. Bo ona wciąż tu jest. Wcale nie odeszła. I co gorsza, wie o wszystkim. 


Nie oglądałam hitowego i niezwykle rozreklamowanego serialu, który powstał na podstawie debiutanckiej powieści Sary Shepard, toteż nie miałam żadnej możliwości porównania obydwu form historii, do której napisania, inspiracją stały się barwne wspomnienia z czasów szkolnych Autorki. Moją niechęć do książek typowo młodzieżowych nieustannie pielęgnuje i pozwalam się jej rozwijać, z każdą coraz paskudniejszą pozycją z tego gatunku, trafiającą w moje ręce. Sam krótki dopisek: 'młodzież', powodował u mnie falę mdłości, ale i nutę zastanowienia - takich opowieści wciąż przybywa, a jak ciekawa może być historia z akcją w jakiejś amerykańskiej szkole średniej,na dodatek z nastolatkami w roli głównej ? Wniosek jest jeden: wszystkie te historyjki są beznadziejne. Teraz pójdę o kroczek dalej i uczciwie przyznam, że historia o czterech tak różnych dziewczynach, z luksusowego amerykańskiego półświatka,  nie tylko całkowicie podbiła moje serce, ale także diametralnie zmieniła mój sposób patrzenia na literaturę młodzieżową, zwłaszcza tą zagraniczną.  Panie i Panowie, witam w Rosewood ! 


"Hej, Em
Będę płakać ! Ktoś mnie zastąpił ! Teraz całujesz kogoś innego ! 
A. " 


Alison, to dziewczyna którą każda chciałaby być - nawet te najpiękniejsze i najbardziej zadbane dziewczyny, czują się przy niej szare i bezbarwne. Nawet te dowcipne i pewne siebie, w starciu z nią tracą rezon, by przez najbliższy miesiąc przeżywać rozpacz, powodowaną krzywym spojrzeniem Królowej. Ali, szkolna gwiazda, ma wszystko - cztery przyjaciółki gotowe skoczyć za nią w ogień, ubrania z najwyższej półki, luksusowy samochód, urodę i kolejki chłopców, gotowych zabić, byle tylko obdarzyła ich pełnym aprobaty uśmiechem. Kiedy dziewczyna znika, jej przyjaciółki przeżywają koszmar, który nie kończy się nigdy - Alison nie znaleziono i zagadka jej nagłego zniknięcia pozostaje całkowicie nierozwiązana. Kiedy zaczynają otrzymywać tajemnicze wiadomości,przesycone aluzjami do pikantnych i arcyważnych szczegółów z ich życia, sprawy zaczynają jeszcze bardziej się komplikować, bo oto Autorką jest niejaka A. Która wie wszystko o ich rodzinach, Ali i o nich samych. Tylko czy jest możliwe, by ich dawna przyjaciółka powróciła? Tak, macie rację, to dość zawiłe i z całą pewnością dalekie od normalności. Ale taki jest kwiat młodzieży z Rosewood. 


Ach, jaka ta książka jest wspaniała ! Dość niecodzienny wstęp z mojej strony, trzeba przyznać, ale taką lekturę jak pierwsza część serii "Pretty Little Liars" spotyka się tylko raz. Pierwszą rzeczą która mnie w niej kompletnie oczarowała i uwiodła jest akcja, pędząca z zawrotną prędkością i nie dająca odpocząć przy lekturze ani chwili. Tej powieści się nie czyta - ją się pochłania, dosłownie w ciągu kilkunastu minut i nawet nie zauważymy, że te kilkadziesiąt kartek gdzieś uleciało, a czytanie zmierza nieuchronnie ku końcowi... przy czym wcale nie chcemy, by koniec ten nadszedł.  Pani Shepard wykreowała nowy, niezwykle wciągający  i intrygujący świat, będący pewnym przeobrażeniem tego co znamy na co dzień;również dzięki temu mamy możliwość utożsamiania się z historią i poszczególnymi bohaterami. Poprowadzenie narracji z perspektywy osoby wszechwiedzącej, było w tym przypadku całkiem niezłym pomysłem, który dobrze się sprawdził - Autorka zgrabnie przeskakuje od jednej historii danej dziewczyny do drugiej, co łączy się w interesującą i zaskakująco spójną całość. Posługuje się ona plastycznym i barwnym, ale bardzo prostym językiem, który dotrze niemalże do każdego odbiorcy, o ile oczywiście nie oczekujemy kwiecistego dzieła, na miarę poprzedniej epoki ! Sporym plusem są dialogi; na wskroś realistyczne i niewymuszone, pozwalające wczuć się w pełni w opisaną sytuację i dobrze uzupełniające książkę. 


"Dzień dobry, nienawidzimy Cię. "


Fabuła jest od początku, aż do zaskakującego końca ,ogromną tajemnicą i zagadką, trudną do rozwikłania nie tylko dla bohaterów, ale także dla Czytelników. Intryg i spisków nie brakuje, ba ! Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że "Kłamczuchy" mają w sobie bardzo wiele z najprawdziwszego kryminału. Co ważne - Autorka bez przerwy nas zwodzi i nawet jeśli przez chwilę pozwala nam się łudzić, że rozwiązaliśmy zagadkę, w następnym podejściu udowadnia, że karty wykłada tylko ona. Fabuła, pomijając zdecydowanie przeważający wątek kryminalny, koncentruje się na codziennym życiu głównych bohaterek i co dziwne - nawet opis niedzielnego śniadania w wykonaniu Pani Shepard był nienużący i wprost błagał, by czytać go w nieskończoność. Aż do teraz pozostaje pod sporym wrażeniem jej stylu pisania i talentu, który niewątpliwie posiada.  Wraz z końcem książki akcja się zagęszcza, intryga nie jest ani trochę bliżej rozwiązania, a sama akcja urywa się  w najmniej odpowiednim momencie - to wszystko sprawia, że ciężko mi będzie przespać najbliższą noc spokojnie, bez rozmyślań o tym co zaserwuje nam w kolejnych częściach Sara Shepard i jakie postanowi znaleźć rozwiązanie. 


Nigdy nie sądziłam, że jakakolwiek powieść młodzieżowa może wzbudzić emocje; teraz jednak mam żywy dowód na to, że jest to jak najbardziej możliwe. Opowieść o Arii, Spencer, Hannie i Emily to urzekający, plastyczny obraz elitarnego świata, dostarczający nam niesamowitej dawki wzruszeń, lecz także i radości w czystej jak łza formie - momentów w których ogarnia nas niepohamowany chichot, nie brakuje. Nie brakuje również takich, w których po prostu nieprzyzwoicie szeroki uśmiech wykwita nam na twarzy. 


Bohaterowie, to osoby z krwi i kości, takie które z powodzeniem moglibyśmy spotkać w realnym świecie - na próżno szukać tu paranormalnych stworów i wampirów, które tylko udają krwiożercze, a tak naprawdę jedzą wyłącznie sałatę. Postaci są ciekawie wykreowane, plastyczne i ujmujące - to wręcz zakrawa na kpinę, że zwyczajne nastolatki, których perypetie powinny mnie nudzić na śmierć, okazały się tak ciekawymi osobami, a niektóre z nich zaskarbiły sobie nawet miejsce wśród moich ulubionych bohaterów literackich. Czyżbym dotychczas po prostu niewłaściwie dobierała lektury, że przegapiłam taką perłę ? Warto też wspomnieć, że postaci które wyszły spod pióra Pani Shepard, są dosyć nierówne i znacznie różnią się między sobą - charaktery niektórych są bardzo wyraźnie zarysowane, inne z kolei są niejednoznaczne - w obu przypadkach, są to postaci pełnokrwiste, intrygujące i przykuwające uwagę. 


Niewątpliwie, "Kłamczuchy" miały kilka wad, aczkolwiek były to wady niezwykle drobne, umykające wręcz, w żaden sposób nie rzutujące na całą książkę. Przyznaję, że czytałam ją jak w prawdziwym transie; transie tak ogromnym, że wszystkie błędy i wszystko na co powinnam zwrócić uwagę, po prostu przemykało mi gdzieś przez głowę i nie zostawało tam na dłużej. Dopatrzyłam się jednej maleńkiej ułomności - przy czym jedynie ja, całkowicie subiektywnie, traktuje to w ten sposób, bo równie dobrze ktoś inny może to odebrać jako dużą zaletę. Mianowicie, nie przypadł mi do gustu natłok nazw firm odzieżowych, kosmetyków i tym podobnych - nie mieszkam tam gdzie bohaterki i tylko niektóre z marek coś mi mówiły, a reszta ? Tu byłam niestety skazana na domysły. 


"Do miasta wrócił cyrk. " 


Książka Pani Shepard może się poszczycić sporą dawką uroku i niepowtarzalnego magnetyzmu, bezpruderyjnością i niezwykle klimatyczną,  luksusową otoczką - to wszystko daje nam mieszankę iście wybuchową . "Pretty Little Liars" wzbudza emocje, przyprawia o dreszcz podniecenia, radosny pisk , czy łzy na policzkach i przenosi do zupełnie innego, wydawałoby się zwyczajnego świata w którym niczego nie można być pewnym. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą zdecydowanie nietuzinkową i oryginalną powieścią, wybijającą się na tle innych, powiedziałabym, że perełkę młodzieżowej konwencji. Ja na pewno jeszcze do niej wrócę i to niejednokrotnie.  I pamiętajcie - Gra dopiero się zaczęła. A. nie chce nam zepsuć zabawy. Ale ma nas na oku. 


Wciąż tu jestem. I wiem o wszystkim.
A. 


Końcowa Ocena: 5/6. 


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Otwarte,za co serdecznie dziękuję. 

czwartek, 20 października 2011

Recenzja: "Zdarzyło się naprawdę" - Praca zbiorowa.

Tytuł:"Zdarzyło się naprawdę".
Seria:"Nie uwierzysz, dopóki nie przeczytasz".
Autor: Praca zbiorowa.
Tłumaczenie: Michał Wójcik.
Ilość Stron:181.
Wydawnictwo: GJ Książki.

Opis Wydawcy:
Żadna historia nie jest nudna, może być tylko źle opowiedziana. Na szczęście teksty, publikowane na łamach Focusa Historia to teksty fascynujące. Nie tylko dlatego, że wydarzenia z historii, o których pisaliśmy były arcyważne i arcyciekawe, ale przede wszystkim dlatego, że nasi autorzy wykonali tytaniczną pracę, by dotrzeć do nieznanych albo mało znanych źródeł. Dzięki temu wiele z prezentowanych tu histrorii jest szokujących. Zdumiewajacych i kontrowersyjnych. Ale zawsze są to historie prawdziwe. 

W tym tomiku znajdziesz odpowiedzi na pytania:

  • czy bohater Dywizjonu 303 był "psem wojny" ?
  • ilu słynnych dowódców zwyciężało pod wpływem używek?
  • kim był ulubiony kat Stalina?
  • jak klęli Sarmaci?
  • czy twórca gilotyny dr. Joseph Guillotin był słowny?
  • jakim żołnierzem był ojciec braci Kaczyńskich?

"Na ubitej ziemi. "

Przeszłość. Tym słowem, z niezwykle szerokim marginesem, określamy to co było. To co było i już nigdy nie wróci. Zazwyczaj przeszłość, zwłaszcza ta znanych polskich osobistości, czy dowódców pozostaje absolutnie nieskalana i tak naprawdę niewiele osób chciałoby w tej przeszłości grzebać. A gdyby nagle się okazało, że najsłynniejsi dowódcy zwyciężali pod wpływem używek, a Rajmund Kaczyński wprost uwielbiał znęcać się nad swoimi żołnierzami ? 

Muszę zaznaczyć, że generalnie książki o charakterze reportażowym, to zdecydowanie nie moja bajka. Nie przepadam za historiami opartymi na faktach i stanowczo nie lubię rozgrzebywania dawno zamkniętych spraw, czy brukania pamięci zmarłych - niezależnie od tego jacy byli i jakich czynów dopuścili się za życia. "Zdarzyło się naprawdę" to wynik ogromu pracy i wysiłku, całej rzeszy Autorów, by dotrzeć do nieznanych dotąd źródeł i ujawnić nowe, niekiedy szokujące fakty, rzucające nowe światło na przeszłość, co jest rzeczywiście godne podziwu.  Pomimo, że nie jest to dzieło iście genialne, ani tak kontrowersyjne jak zostało zapowiedziane, z pewnością warto poświęcić mu chwilę uwagi. 

Na książkę składa się kilkanaście krótkich materiałów, dotyczących zdarzeń przeszłościowych i stawiających przed Czytelnikiem sporo pytań - warto jednak zauważyć, że pytania te będą intrygujące jedynie dla osób które naprawdę interesują się podobną tematyką. Te których wiedza w dziedzinie polityki, ogranicza się do wiadomości kto aktualnie jest naszym premierem, a z historii otrzymały  piątkę wyłącznie za ładne oczy, do których między innymi ja się zaliczam, raczej ta pozycja nie zainteresuje w tak dużym  stopniu jak poprzedników. Historie w "Zdarzyło się naprawdę" mają zamysł głównie historyczny i polityczny - dotyczą postaci, o których najprawdopodobniej słyszeliśmy i to niejednokrotnie, a co ważniejsze - na wiele z nich rzucają nowe światło i każą nam spojrzeć na nie zupełnie inaczej.

Bardzo dużym plusem tej książki, jest różnorodność i bogactwo zamieszczonych w niej tekstów. Style pisania i sposoby opowiadania różnią się w przypadku każdego Autora, ale jako, że jest to książka składająca się z takich krótkich, tworzonych przez różne osoby materiałów, nie powinno być z tym większych problemów - opowiadania nie tworzą spójnej całości jako książka i nie taki myślę, był zamiar przy jej tworzeniu. Nie uświadczymy tu nudnych i ciągnących się w nieskończoność  tekstów - wręcz przeciwnie, ich twórcy zasługują na wiele słów uznania, bo ich dzieła są  krótkie, nienużące, zgrabnie napisane i przede wszystkim oddające realne fakty. Niemalże wszyscy Autorzy posługują się bardzo prostym i zrozumiałym dla odbiorcy językiem, co trochę łagodzi niekiedy brutalną treść zawartą w ich tekstach. 

"Odetnę wam głowę w mgnieniu oka i bez zadania najmniejszego bólu. " 

Ciężko mi ocenić tę pozycję - jej wykonanie jest poprawne, jak sądzę przez ludzi którzy naprawdę mają nie byle jakie pojęcie o tym co robią, ale nie wzbudziła we mnie ani grama emocji i nie zostawiła po sobie absolutnie niczego, co sprawiłoby, że będę do niej wracać choćby myślami. Obiecywano mi dawkę szokujących emocji, kontrowersyjnych wyznań - nawet jeśli to otrzymałam, to w niezwykle okrojonej formie, która nie pozwoliła mi się tym cieszyć. Samych historii nie sposób oceniać, bo zdecydowanie większość ich elementów jest na wskroś realistyczna - czy można więc oceniać jako kawałek literatury coś, co naprawdę się zdarzyło ? "Zdarzyło się naprawdę" czytałam niestety absolutnie beznamiętnie, wyłączając rzadkie chwile w których rumieńce wpływały na moje policzki, przy czym były to raczej wypieki powodowane ciekawością, niż podekscytowaniem. Historie z książki nie były nudne pod żadnym aspektem, ale dla mnie były one dość suchą i pozbawioną ekspresji relacją - wykonaną dobrze i poprawnie, a jednak bez tej iskry, tego czegoś co sprawiało, że chciałoby się czytać dalej i nie kończyć już nigdy. 

"Zdarzyło się naprawdę" jest przede wszystkim książką dla ludzi, którzy lubią poznawać jedną historię z różnych perspektyw. Nie jest niczym niesamowitym, nie jest powiewem świeżości na rynku literackim , lecz pomimo wielu wad - jest pozycją przy której całkiem  miło można spędzić czas i z pewnością nie będzie to czas stracony. 

Końcowa Ocena: 3/6. 

Książkę otrzymałam od Portalu Sztukater,za co serdecznie dziękuję. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...